Na szmerze od samego początku. Trochę się wymądrzam i czepiam publikacji, ale to z parszywej natury i dobrych intencji. Jeśli masz jakieś pytania to śmiało pytaj - zawsze służę pomocą.

  • 217 Posts
  • 16 Comments
Joined 6 years ago
cake
Cake day: May 7th, 2020

help-circle

  • dlaczego i skąd pewność że to pomoże zmienić nasze życia na lepsze?

    A jaką masz pewność co do czegokolwiek w życiu społecznym? Np. że obalenie rządu nie doprowadzi do przejęcia władzy przez faszystowski reżim?

    Pytam sie jako osoba która […] zastanawia sie czy wybory mogą w jakikolwiek sposób sprawić że nasze życia mogą sie polepszyć

    Dla mnie motywacją jest już to, że mogą go nie pogorszyć, albo zrobić to w mniejszym stopniu. Czy dojście do władzy PO jest dobre? Absolutnie nie. Czy utrzymanie się przy władzy PiSu byłoby lepsze? W żadnym razie nie, skończyłoby się ostatecznym okopaniem się u władzy a’la Orban, Netnyahu czy Łukaszenka z nieuniknionymi efektami potrzeby zagospodarowania niezadowolenia przez skierowanie go na zewnętrznych wrogów (patrz spoty wyborcze o brudnych uchodźcach).
    Czy wejście faktycznej lewicy do sejmu dało coś istotnego? Dyskusyjne, można by argumentować, że ustawa o PIP daje pierwsze od dawna istotne narzędzie nacisku pozwalające poprawić warunki bytowe pewnie setek tysięcy ludzi w tym kraju. Ale sam fakt, że tych miejsc nie zajęli ludzie z Konfederacji wyprowadzający pieniądze z systemu na rozwijanie faszystowskich bojówek już jest dla mnie dostatecznym argumentem.

    To nie jest tak, że wierzę, że ludzie na których głosuje rozwiążą moje problemy. Dalej będę ich uważał za odpowiedzialnych realizacji złożonych obietnic, ale nie sądzę, że faktycznie reprezentują to do czego chcę dążyć. Ale ich działania co najmniej nie oddalają mojego celu.
    Oczywiście jest spory, chociaż często przemilczany, nurt anarchizmu uważającego, że im gorzej tym lepiej [dla idei]. Iluś tam ludzi zginie w represjach, czy zamieszkach, ale ostatecznie obalimy system czy coś tam. Tyle, że taka strategia mogła mieć sens może jeszcze parę dekad temu, ale teraz już nie. Współczesne narzędzia inwigilacji i kontroli powodują, że dowolny reżim, który dostanie czas, aby dostatecznie okopać swoją władzę będzie już w zasadzie nie do usunięcia o ile nie zawali się w skutek jakiegoś wewnętrznego kryzysu. Wszelki opór będzie mógł zostać zdławiony, jeśli będzie taka wola góry. Patrz Iran, Chiny czy USA. Realna opozycja wobec rządu jest tam niemożliwa. Nieważne, że społeczeństwo USA jest najbardziej uzbrojone i może mieć choćby i haubice w ogródku, jeśli rząd dysponuje dostępem do kamer identyfikujących twarz i tablice rejestracyjne na każdym rogu, ~10 agencjami wywiadowczymi mogącymi przeczesywać całość komunikacji i życia społecznego online z wyprzedzeniem identyfikując wszelkie ogniska niezadowolenia czy oporu oraz flotą dronów mogących odparować niemalże dowolną osobę na świecie na zawołanie. Nie żyjemy już w czasach, gdzie wystarczy postawić barykady, żeby przejąć miasto i to nie tylko dla tego, że policja dysponuje czołgami.
    W warstwie bardziej paranoicznej zachęcałbym do refleksji, nad tym co mogą osiągać korporacyjne sieci społecznościowe w połączeniu z takimi pomysłami jak “biodegradacja” STASI. Tak w kontekście szerszego społeczeństwa jak i konkretnie ruchu anarchistycznego. Państwa mają wpływ na polityki nawet gigantów technologicznych, szczególnie tam, gdzie nie narusza to ich modeli ekonomicznych. To tak poza mrowiem służb i możliwością ustalania prawa pod swoje działania. Osobiście wolałbym się obawiać, że do takiej władzy mają dostęp choćby i Czarzasty i Biedroń, niż Bosak i Braun.















  • Jasne, zgadzam się - potrzeba dewzrostu, idealnie też zmniejszenia populacji globalnie. Ale położone 20 lat temu panele dalej generują energię (spadek wydajności jest zresztą mniejszy niż zakładano) a w większości miejsc alternatywą byłoby przez te 20 lat spalać paliwa kopalne. Nie mam teraz czasu szukać statystyk, ale coś nie wierzę, emisje związane z tymi panelami byłyby większe niż parę lat alternatywy.

    No a bez tej energii, szczególnie odciętej z dnia na dzień mówimy o śmierci minimum setek milionów, jeśli nie miliardów ludzi. W części świata populacja już maleje naturalnie, w innych spokojnie można by do tego ludzi przekonać, teżnawet podnosząc ich standard życia przy jednoczesnym zmniejszaniu eksploatacji ziemi i zmniejszeniu emisji. Tylko trzeba by usunąć z drogi kasty superbogatych i innych żerujących na biedzie pasożytów (typu wszelkie chrześcijańskie kulty śmierci walczące, żeby doprowadzić do faktycznego przeludnienia).
















  • Nic nie słyszałem, a warto by. Tyle, że uwzględniając pewien poziom zniuansowania tego zjawiska.

    Ceny paliw mają chyba tendencję dość bezpośrednio przekładać się na ceny jedzenia, ze względu na to jak bardzo cała ekonomia jest uzależniona od transportu kołowego. Te pieniądze piwinny były być zainwestowane w energię odnawialną i szerzej w uniezależnianie nas od ropy, ale pewnie z 10 lat temu, żeby to miało efekt teraz. Obecnie lobby paliwowe i trzymani przez nich politycy może trzymać społeczeństwo w szachu; albo obniżki podatków/dotacje albo najuboższych nie będzie zaraz stać na jedzenie.

    A tym czasem anarchiści i radlew powiedzą, że nie ma co głosować, bo budujący ścieżki rowerowe i fermy wiatrowe socjaldemokraci są nie dostatecznie radykalni społecznie… Wiadomo, im gorzej tym lepiej, dla budowania kapitału politycznego niszowych grupek.